Dlaczego kiedyś komputery były fajniejsze?

W czasach Windowsa XP i wcześniejszych komputer był czymś więcej niż tylko maszyną. Praca z komputerem była prawdziwą przygodą i co dzień można było nauczyć się czegoś nowego o systemie czy samym sprzęcie. Rozbudowa była ogromnym wydarzeniem, a nowe programy zmieniały całkowicie podejście do pracy i grania. Dlaczego tak było? Już opowiadam.

Wszystko nowe i nieznane

Wyobraź sobie komputer, po prostu komputer. W Twojej wizualizacji pojawia się skrzynka, klawiatura, mysz i monitor, wszystko to zapewne wyposażone w oświetlenie RGB. Nie dziwię Ci się, bo właśnie tak przedstawiany jest od dobrych 15 lat komputer dla użytkownika domowego. Nie zawsze jednak tak było, a wczesne lata dwutysięczne były pod tym kątem najwspanialsze. Dlaczego? Bo na to samo polecenie w głowie każdego człowieka pojawiało się coś zupełnie innego. Jedna osoba widziała białą stojącą skrzynkę, inna beżową leżącą, jeszcze ktoś inny pomyślał o Amidze czy nawet Commodore C64. A monitor? Oczywiście, że wielki, ciężki, monitor CRT. Co niektórzy mieli szczęście korzystać z LCD, ale to był dosłownie promil szczęśliwców. W ostateczności nawet czarno biały.

Rozbudowane stanowisko PC na początku lat 2000.

Wszystko, co się pojawiało i było związane z komputerami było nowe i dotąd nieznane. Mysz bez kulki – wow! Klawiatura bezprzewodowa – ale jak to? Głośniki 5.1 – szczyt marzeń. Karta graficzna ze 128 MB pamięci wideo – czy to nadal AGP? Komputer z 1 GB pamięci RAM – to tyle można!? Windows XP – jaki on ciekawy i rozbudowany! I tak było dosłownie ze wszystkim. Gdy pojawiły się telefony z aparatami było to dla nas niesamowite, że po chwili od kliknięcia można wyświetlić zdjęcie na ekranie komputera. Gdy podłączyli nas do sieci niesamowitym było, że po godzinie czekania można było posłuchać upragnionej piosenki, a po kilku dniach czekania obejrzeć film (który najczęściej okazywał się piratem z ruskim lektorem próbującym czytać po polsku).

Wybór sprzętu

Coś, czego dzisiaj mi brakuje to prawdziwie szeroki wybór sprzętu. Obecnie jest tylko Intel i AMD na rynku procesorów, Intel, NVIDIA, AMD na rynku kart graficznych. Kiedyś były karty graficzne NVIDIA, ATI, S3, VIA, 3dfx czy Matrox, podobnie z procesorami – kilku producentów. Firmy miały kreatywne kampanie reklamowe, a sprzęty faktycznie różniły się od siebie parametrami i wydajnością. Obecnie procesory dzielą się na dobre i coraz bardziej uszkodzone (polecam poczytać o tym więcej, bo i3 to tak naprawdę uszkodzony i9).

Karta graficzna z czasów, w których dołożenie wentylatora zwiększało wydajność w grach (Riva TNT2 M64).

Pozostałe komponenty to również festiwal jednolitości – wszystko jest czarne albo RGB, nieliczne alternatywy dostępne są w bieli. Jeśli chce się mieć coś ciekawego, to trzeba robić to we własnym zakresie i ciężko dostać akcesoria w niestandardowych kolorach czy związane np. z ulubionymi grami. Kiedyś wzorów i typów osprzętu była cała masa, mogliśmy przebierać w typach, kształtach i kolorach. Dzisiaj tylko ta czerń i RGB…

Możliwości rozbudowy

Kolejny element, który dzisiaj jest praktycznie nieobecny to rozbudowa sprzętu. Kiedyś normalna była wymiana procesora na mocniejszy, dołożenie RAMu czy nawet drugiej karty graficznej. Teraz jeśli już coś się poprawia to tylko przez wymianę na nowy komponent, co najczęściej ciągnie za sobą wymianę platformy na nowszą (bo RAM już nie dość wydajny a płyta nie obsługuje lepszego, albo procesor za słaby, ale trzeba inną podstawkę). Dorzucę do tego wariactwo cenowe, bo kiedyś cena była wysoka, ale zrozumiała – tyle kosztowało wyprodukowanie, transport i dystrybucja. Dzisiaj? Bańka kryptowalut czy AI potrafi rozhulać ceny komponentów do poziomu nieosiągalnego dla szarego Kowalskiego.

Dołożenie drugiej karty graficznej zmieniało zasady gry.

Podkręcanie

Za tym tęsknię chyba najbardziej. Podkręcać mogliśmy wszystko – procesory, RAM, karty graficzne, płyty główne, dyski twarde. I wszystko miało swój sens i realne przełożenie na wydajność! Istniały konkursy na najwyższą ilość MHz, najwyższy woltaż, najwięcej punktów w benchmarku a procki chłodzono ciekłym azotem. Sam nie raz siedziałem z Riva Tunerem i 3D Markiem podkręcając grafikę co 10 MHz i sprawdzając ile więcej punktów da to w testerze. A po osiągnięciu sufitu dokładałem radiator, potem wiatrak, potem większy radiator i podkręcałem dalej aż do chwili, w której kolejne MHz powodowały już skakanie tekstur czy inne artefakty.

Modderzy podkręcali procesory do granic możliwości z wykorzystaniem ciekłego azotu.

Tuning wydajnościowy

Podobnie jak samochody, komputery można było kiedyś tuningować i przynosiło to realny wzrost wydajności. Zaczynało się od poprawy chłodzenia – lepsze wentylatory. Potem dokładało się lepsze radiatory, spinało przewody dla lepszego przepływu powietrza, dokładało podkładki antywibracyjne pod dyski, wycinało dodatkowe otwory wentylacyjne, wszystko to aby poprawić wydajność o kolejne 2-3%. Zawsze dało się zrobić coś jeszcze. Teraz sprzęt jest oczywiście świetnie zoptymalizowany i działa świetnie „prosto z pudełka”, lecz brakuje w tym odrobiny duszy. Czegoś, co spajałoby użytkownika ze sprzętem, pozwoliło dać coś od siebie.

Uporządkowanie przewodów potrafiło obniżyć temperaturę wewnątrz obudowy o kilka stopni!

Tuning wizualny

Oprócz poprawek mających na celu dodanie mocy były także te, które poprawiały wygląd jednostki. Podstawą było wycięcie okna i wklejenie plexi, niektórzy dokładali diody podświetlające plexi krawędziowo. Wyglądało to szczególnie dobrze z wyfrezowanym lub naniesionym laserowo wzorem załamującym światło. Komputery były stylizowane na żywcem wyjęte z gry czy filmu, niektóre nawet dymiły czy wyciekał z nich „radioaktywny płyn”. Każdy komputer był inny, obudowy różniły się rozmiarem, budową, kolorem, ułożeniem, orientacją pion/poziom. Każdy miał taki komputer, na jaki pozwalały jego umiejętności i wyobraźnia, nie było zbyt wielu ograniczeń finansowych – dziś wszystko musi być „oryginalne, fabryczne”…

Obudowy komputerów dostosowane do preferencji użytkowników.

Personalizacja systemu

Pamiętam, że w czasach Windows XP u każdego na komputerze był ten sam system, lecz u każdego wyglądał on zupełnie inaczej. Różniły się kolorami pasków stanu, dodatkami (Kalendarz XP na zawsze w serduszku), były różne nakładki na Windows Media Playera, różne wygaszacze, maskotki pulpitowe. Kombinowało się też z czcionkami, ikonami i dźwiękami systemowymi. Wszystko to sprawiało, że każdy miał swój komputer. Jeden, jedyny, niepowtarzalny. Może dlatego kiedyś to był „Mój komputer” a teraz to po prostu „Ten komputer”.

Wygaszacz ekranu, dzięki któremu ekran „płonął”.

Czasopisma komputerowe i growe

Dzisiaj, gdy szukamy informacji o systemach, programach czy grach bierzemy w rękę smartfona. Przy okazji jesteśmy zalewani masą reklam i nieprzydatnych rozpraszaczy wzroku. Kiedyś w rękę brało się czasopismo i fizycznie przeglądało w poszukiwaniu cennych porad. Wydawnictwa takie jak Komputer Świat, PC Format, Chip, Enter oraz growe jak CD Action, Click czy CyberMycha były z nami nieustannie, dostarczając wiedzy, która była aktualna na długo po druku. A można tam było znaleźć naprawdę wszystko – testy sprzętu, informacje o premierach gier, poradniki do programów i systemu, polecane narzędzia, lekcje programowania, porady sprzętowe dotyczące podkręcania czy obniżenia temperatury. A wszystko to tylko raz na miesiąc lub rzadziej, bo w takim odstępie od siebie wychodziły nowe numery. Naprawdę, było na co czekać.

Z „gazetek” czerpaliśmy całą wiedzę o grach i programach.

Kawiarenki internetowe

Kawiarenki to coś, co obecnie jest już tylko wspominane przez millenialsów i starsze pokolenia. W dużych miastach, ale i w mniejszych miejscowościach powstawały kawiarenki internetowe, gdzie można było za drobną opłatą pobuszować po internecie lub pograć w gry on-line. Nie zliczę ile godzin spędziliśmy z bratem w jednej z takich kawiarenek w naszej miejscowości, gdy ogłoszono, że wstęp jest wolny, bo gmina opłaca rachunek. Spędzaliśmy godziny na czacie WP, stronach typu miniclip.com no i oczywiście na graniu w Małysza (Deluxe Ski Jump). Później pojawił się Quake, GTA 2, Mortal Kombat i jak samemu się nie grało to podglądało się jak inni grają. Każda chwila spędzona przy komputerze z połączeniem internetowym była ważna, miała cel i sens, ale przede wszystkim budowała wspomnienia, bo robiliśmy coś konkretnego. Bez doom-scrollingu, bez zabijania czasu bez celu.

Niektóre kawiarenki były porządnie wyposażone…

LAN Party

Gdy już większość z nas miała swoje komputery zdarzało się, że i tak spotykaliśmy się w kawiarence, bo tylko tam dało się zrobić dobre LAN Party, żeby pograć w Quake III czy później Counter Strike 1.6. Co niektórzy przynosili nawet swoje komputery i monitory, podpinając się jedynie do sieci. W takim kręgu można było poczuć się jak w rozszerzonej rodzinie. Po prostu masa ludzi o podobnych zainteresowaniach zebrana w jednym miejscu po to, żeby delektować się rozgrywką. Gdy ktoś dostawał baty można było pośmiać się z niego jeszcze kilka dni poza serwerem, jeśli ktoś karał na mocno miał pierwszeństwo w kolejce do baru (oczywiście po colę i chipsy). Ci, którzy czekali na swoją kolej przy komputerze w międzyczasie naparzali na automacie w Tekken Tag Tournament. Masa dzieciaków, dorosły tylko opiekun kawiarenki, brutalne gry, wolny internet – złote czasy! A my mimo wszystko wyrośliśmy na porządnych ludzi.

LAN Party z lat 2000 (podobno Szwecja). Ciekawe, ile to wszystko czerpało prądu?

Dlaczego tego już nie ma?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest prosta, a jest nią ewolucja. Komputery były dla nas sprzętem z marzeń, który otworzył nowy rozdział. Obecnie to po prostu kolejne narzędzie, a wiele osób ma smartfony potężniejsze niż laptopy. Komputer to sprzęt do pracy, ewentualnie rozrywki. Nawet jeśli stoi w salonie czy w pokoju, to dla młodszych pokoleń jest raczej drugi w kolejce. Spotkałem się już nawet z sytuacją, że ktoś nie potrafił pisać na klawiaturze (sic!), bo palce były przyzwyczajone do ekranu dotykowego telefonu. Wizualnie króluje obecnie minimalizm i oświetlenie LED, wszelkie przeróbki traktowane jest jako „wieśniactwo”. Wyjątkami są edycje dedykowane sprzętu, ale nieliczne egzemplarze pojawiają się dosłownie od święta (np. komputer w kształcie postaci Excalibur z gry Warframe). Zapewne tak już pozostanie i złota era komputerów nie wróci…

Podsumowanie

Żeby jednak nie było, że w tym wpisie tylko marudzę i mówię, że „kurła, kiedyś to były czasy, teraz ni ma czasów” to powiem kilka dobrych słów. Po pierwsze, cieszę się, że dane było mi zobaczyć całą ewolucję – od wejścia komputerów do codziennego życia, ich ewolucję i ciągły rozwój aż do dnia dzisiejszego, gdy PeCet lub laptop jest tak naprawdę w każdym domu. Rozwój sprzętu i oprogramowania sprawia, że możemy korzystać ze wszystkich dobrodziejstw hardware’u i software’u bezpieczniej niż kiedykolwiek, a sieć (mimo wszystkich złych aspektów) jest szybsza i lepsza niż jeszcze nie tak dawno widzieliśmy jedynie w wyobraźni.

Coś takiego spróbuję skompletować. Czy w 2026 to możliwe?

Co do sprzętu, to mam pewien plan. Gry, które opisuję na stronie to klasyki z dawnych lat. Szukam sposobów na odpalenie ich na nowych systemach, ale najlepiej gra się w nie na starym sprzęcie z epoki. Marzy mi się własny PeCet z systemem Windows XP, którego podkręcę, stuninguję i przebuduję tak, żeby wyglądał, brzmiał i działał, jakbym wyciągnął go z roku 2005. W najbliższej przyszłości złożę więc taki komputer „made in 2005„, a następnie włożę go w obudowę, którą przerobię na jakieś gamingowe dzieło (np. coś z Quake czy Half-Life). Całość oczywiście opiszę na stronie w nowym dziale Retro, który juz niedługo zawita na stronę.

Loading

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *