Historię Counter Strike kojarzy większość graczy. Amatorski mod do Half-Life stał się światowym hitem, głównie przez tryby cs_ (odbijanie zakładników) oraz de_ (podkładanie bomby). W historii CS’a pojawia się jednak gra, która przeszła raczej bez echa. Co ciekawe rozdzielona jest na dwa osobne tytuły, które tworzyły dwa niezależne studia (i żadnym z nich nie było Valve).
Krótki zarys historyczny
W chwili, gdy na salonach rządził Counter Strike 1.6 pojawił się pomysł na utworzenie kampanii dla pojedynczego gracza. Miała to być seria misji, które wykonywane byłyby na mapach znanych z podstawowej wersji gry. Valve skupiało się ówcześnie na rozwoju Team Fortress 2, więc prace nad projektem zostały powierzone studiu Rogue Entertainment, które mimo błogosławieństwa samego Gabe’a Newella nie potrafiło ukończyć prac nad kampanią single-player. Wtedy do akcji wkroczyło studio Gearbox. To jednak ociągało się z przygotowaniem gry tak bardzo, że projekt został zamknięty. Po czasie Turtle Rock Studio odezwało się do Valve, że w sumie mogliby dokończyć prace nad tytułem, co finalnie zaowocowało wydaniem gry CS Condition Zero.
Sytuacja gry single-player ze świata CS’a była jednak na tyle pokręcona, że jakimś cudem w trakcie prac nad grą było także studio Ritual Entertainment, które miało całkiem inny pomysł na grę, a mianowicie stworzenie fabuły prowadzącej gracza przez całkiem nowe, dedykowane mapy. Po czasie pomysł ten zrealizowano i opublikowano jako osobną grę z podtytułem Deleted Scenes. Obydwie gry miały jednak mocno pod górkę, bo nie dość, że CS był traktowany jak typowa gra multiplayer i pomysł z kampanią dla jednego gracza średnio do niej pasował, to jeszcze kilka miesięcy po opublikowaniu Valve wystrzeliło z premierą Half-Life 2 oraz Counter Strike Source. To ostatecznie pogrzebało szanse obydwu gier na przebicie się do szerszej publiczności i zostały na zawsze „dziwnym tworem z uniwersum 1.6”.

Counter Strike Condition Zero
W marcu 2004 roku swoją oficjalną premierę miał Counter Strike Condition Zero. Zawierał tryb single-player, w którym wykonujemy proste misje polegające na obronie bombsite’u lub odbiciu zakładników, wszystko zależy od mapy. Gdybym miał porównać Condition Zero do czegoś, co istnieje w obecnych wydaniach CS’a, to porównałbym to do operacji. Mamy tutaj podstawowe mapy znane z codziennej gry na serwerach, lecz zamiast walki z prawdziwymi przeciwnikami walczymy z botami, mając do wykonania różne cele. I tutaj zaczyna się prawdziwa jazda, bo boty spełniają swoje zadanie wzorowo – organizują się grupami, wykonują cele misji a przy tym mają naprawdę dobrą celność. Podczas gry niektóre misje musiałem powtarzać po 3-4 razy, żeby wykonać wszystkie cele. Najtrudniejsze są te z ograniczeniem czasowym, bo czasami przez minutę biegałem po mapie i nie spotykałem żadnego przeciwnika (duże mapy, na których biegaliśmy w kółko). Nie pomaga tutaj też model celowania i strzelania z CS 1.6, za którym osobiście nie przepadam i po przyzwyczajeniu do strzelania z CS2 trafienie kogoś w CZ jest dla mnie po prostu trudne.

Counter Strike Condition Zero Deleted Scenes
Wraz z premierą CZ opublikowano także osobną grę z podtytułem Deleted Scenes. Różni się ona znacznie od podstawowej gry, bo tutaj nie mamy zamkniętych map, po których możemy gonić się z botami. Tutaj mamy pełnoprawne scenariusze, w których wcielamy się w typowego „one man army” i przedzieramy się przez kolejne obszary eliminując przeciwników, ratując przy okazji pobratymców. Muszę przyznać, że tutaj poziom trudności jest również dość wysoki i bardzo szybko zacząłem zapisywać grę regularnie, co kilka minut. Zdrowie ucieka bardzo szybko, a wielu przeciwników atakuje nas dodatkowo snajperką, wyrzutnią rakiet czy nawet wybuchowym atakiem kamikaze. Całość jest zrealizowana bardzo przyjemnie, podczas gry prawie zapomniałem, że to w ogóle Counter Strike! Trochę brakuje mi takich tytułów, gdzie samotny żołnierz tajnych służb wykonuje trudne misje posyłając do piachu tabuny przeciwników.

Gdyby Valve spełniało marzenia…
Od tamtej pory, czyli od ponad 20 lat (!) gry tego typu w uniwersum CS’a po prostu nie było. Patrząc na poczynania Valve wydaje mi się, że raczej już takiej nigdy nie będzie. Szkoda, że została bardzo niedoceniona a później wręcz zapomniana. Gdyby odniosła większy sukces komercyjny, być może Valve robiłoby też więcej operacji w CS:GO a później w CS2. Gdybym mógł przesłać do Valve jedno marzenie, które wiedziałbym, że na pewno się spełni to poprosiłbym o powrót do misji, w których samodzielnie (lub z towarzyszem) mogę wykonywać zadania w świecie CS’a. Kto wie, być może CS2 dostanie w końcu swoją pierwszą operację? Od ostatniej minęło już 1448 dni…
***
PS. Gra jest cały czas dostępna do kupienia na Steam. Jeśli nie masz jeszcze w bibliotece klasyków od Valve, to najlepiej poczekać na promkę Valve Complete Pack.
CS Condition Zero + Deleted Scenes [Steam]
Jeśli jednak wolisz zagrać w wersję non-Steam, to jest jeden portal, na którym można pobrać odpowiednio spatchowane wersje:
CS Condition Zero Deleted Scenes [non-Steam]
![]()



