Zapewne wiele osób zastanawia się, gdzie jestem na drabince CS-owych rang, skoro gra zasługuje na swój dedykowany kącik? Sytuacja z moim skillem jest dość skomplikowana, ale myślę, że dam radę się wybronić.
Sprzęt do grania
Pierwszą, bardzo ważną rzeczą przy graniu kompetytywnie jest sprzęt. Jeśli masz słabą mysz, stary monitor czy komputer generuje 20 FPS, to szybko odpadniesz z rozrywek. Gdy zaczynałem grać w CS’a w 2017 roku miałem do dyspozycji tylko służbowego, 14-calowego laptopa z procesorem i3 i zintegrowaną grafiką Intel HD. Takie combo pozwalało na „przyjemną” grę w 40-50 FPS na powierzchni mniejszej niż kartka A4. Biegałem więc w Silverach i cieszyłem się, że CS w ogóle działa. Po czasie dorwałem PeCeta z 6-rdzeniowym Phenomem, grafiką GT 750 i monitorem 19-calowym. Mój komfort podskoczył, rangi również i w tym momencie Goldy nie były już wyzwaniem. W 2019 przyszedł pierwszy legitny upgrade – Core i5 9550, GTX 1650 i 23-calowy ekran 144Hz. Miałem wtedy możliwość przysiąść do gry i na rankingowych dokulałem się do Supreme (zawsze grając solo). Po czasie moje życie poszło do przodu – ożeniłem się, awansowałem w pracy, przeprowadziłem się do innego mieszkania. Generalnie zmieniły się priorytety i PeCet poszedł w odstawkę, aby w końcu zostać sprzedanym. Na ten moment do dyspozycji mam laptopa ASUS TUF GAMING A15 z grafiką RTX 3050 na pokładzie i 144Hz ekran 23”. Nie jest to może potwór, ale pozwala na komfortową grę, dzięki której oscyluję w granicy 12.000 punktów elo.

Historia rang
Troszkę opisałem to powyżej, ale pozwolę sobie rozwinąć temat. Przez wiele lat byłem zapalonym Quake-owiczem. Pierwszy raz grałem w Quake w okolicy 1998 roku i miałem okazję ograć dwie pierwsze części. Jakiś czas później dorwałem się w kawiarence do Quake III Arena i się zaczęło… Uwielbiałem grać, oglądać i kibicować. Mecze raphy, Cyphera, Coolera i k1llsena oglądam na powtórkach do dzisiaj. W okolicach 2010 dorwałem swojego pierwszego porządnego PeCeta i wsiąknąłem na dobre w Quake Live. Szło mi całkiem nieźle i wiele razy byłem w top 100 graczy w regionie. Raz nawet wpadło zaproszenie na turniej FFA, ale odpadłem w drugiej rundzie. Niestety, jak to w życiu bywa pod koniec 2011 musiałem stawić czoła życiu i po skończeniu technikum rozpocząłem pracę na etacie. Oznaczało to brak czasu na gry, a w końcu doszło do sprzedania komputera, bo irytowało mnie, że stoi a w nic nie mogę grać… W połowie 2017 roku załapałem się do pracy w dużej firmie IT i pierwszy raz w życiu dostałem laptopa służbowego, którego mogłem zabierać ze sobą do domu. Cóż, może nie powinienem, ale zacząłem używać go wieczorami także do grania. Po jakimś czasie grania w NFS Carbon, Dead Space, Mirror’s Edge i innych starszych gier naszła mnie myśl, że spróbuję jakichś gier online. Jako pierwszy wpadł NFS World (tęsknię do dziś), ale szukałem przede wszystkim strzelanki. Próbowałem wrócić do Quake Live, ale w tamtym czasie była to niestety już martwa gra z pustymi serwerami. Alternatywą był Counter Strike.

CS’a pierwszy raz widziałem w okolicach 2000 roku. Kuzyn grał całe noce w 1.6 ze znajomymi ze szkoły, nie szło go oderwać od ekranu. Oczywiście spróbowałem wtedy zagrać, ale w porównaniu z Quake III CS był powolny, dziwnie się strzelało, a tak w ogóle to nie było tam futurystycznych broni, rocket jumpów i żadnych powerupów. Najgorsze jednak było to, że po śmierci trzeba było czekać na zakończenie rundy, nie było insta respawnu. Dla kogoś, kto grał po raz pierwszy było to więc w większości oglądanie jak grają inni. Odpuściłem praktycznie od razu, Source przegapiłem całkowicie i docieramy szybko do 2017, kiedy to pierwszy raz odpaliłem Counter Strike: Global Offensive. Tutaj było już całkiem inaczej – mimo słabego laptopa i gry poniżej 60 FPS gra wydawała się płynna, celowanie bardzo dokładne a mapy ładne i logicznie poukładane. Po kilku dniach wsiąknąłem totalnie, rozpoczęła się bitwa o rangi.
Jak większość początkujących zacząłem oczywiście od Silverów, choć przyznam, że jak na dostępny sprzęt byłem z siebie zadowolony, bo moja pierwsza ranga to Silver VI. Później na chwilę spadłem na Silver 5, wróciłem na Silver 6 i tam siedziałem naprawdę długo. Z tym sprzętem nie mogłem zrobić nic więcej. Po czasie udało mi się przesiąść na PeCeta, dzięki któremu udało mi się awansować z rangami aż do Kałaszków – Master Guardian Elite to najwyższa ranga, jaką udało mi się wtedy zdobyć. Gdy nareszcie udało mi się zrobić upgrade i złożyłem pierwszy komputer z myślą o CS:GO wszystko poszło świetnie i udało mi się przebić przez Orzełki, aby dojść do Supreme. To była najwyższa ranga, jaką kiedykolwiek zdobyłem w CS za czasów systemu rangowego.

Aktualne zmagania
Obecnie gram raczej hobbystycznie. Nie rywalizuję już na serio, bo ciężko pogodzić to z byciem tatą i mężem w domu oraz kierownikiem w pracy. Elementów wpływających na codzienne życie jest tak wiele, że czasami jeden mecz w tygodniu to super wynik. Nie zostawiam jednak CS’a i po przejściu na CS2 udało mi się wbić pierwszą rangę – około 8600 punktów elo, na których utrzymałem się do końca pierwszego sezonu. Drugi sezon przespałem, a w trzecim pobiłem swój rekord i dobiłem do poziomu około 12500 punktów. Obecnie rozpoczął się sezon czwarty i jeszcze walczę o ujawnienie rangi. Aby tego dokonać potrzebne jest 10 zwycięstw, w chwili pisania tekstu mam… dwa. Ale spokojnie, do końca miesiąca się wyrobię!
Co dalej?
Na ten moment nie planuję walki o wyższe rangi. Jeśli zostanę pomiędzy 9000 a 13000 punktów to będę naprawdę zadowolony. To mniej więcej połowa stawki wszystkich graczy, co czyni ze mnie prawdziwie uśrednionego gracza CS. Wiem jednak, że moja sympatia do CS’a nigdy się nie wypali i będę wracał z chęcią, gdy tylko będę miał na to okazję.
===

![]()


