Counter Strike jest grą wybitnie kompetytywną. O ile w początkowej fazie bardzo mocno liczy się samo poruszanie i celowanie, tak w miarę wchodzenia na kolejne szczeble drabiny rankingowej zaczyna pojawiać się konieczność poznania map, strategii, granatów i wypracowania tak zwanego „game sense’u”. Im lepiej czujesz grę i znasz jej mechaniki, tym wyżej zajdziesz na drabinie. Każdy z nas ma swój sufit, punkt przez który bardzo trudno się przebić. Gdy do niego dochodzimy i utykamy gdzieś na dłużej pojawia się naturalna frustracja „staram się a i tak nic mi nie wychodzi”. W wielu przypadkach frustracja ta kończy się bardzo toksycznym zachowaniem…
Gra dla przyjemności
Dla większości z nas na początku gra jest bardzo przyjemna. Czasem przegrywamy, ale częściej wygrywamy pnąc się do góry przez kolejne rangi. W miarę poznawania gry, jej mechanik i przede wszystkim zasad idzie nam coraz lepiej. Gra daje dużo przyjemności i satysfakcji, bo za każdym razem gdy wygramy zdobywamy wiele punktów rankingowych awansując coraz wyżej. W pewnym momencie przez głowę przechodzi nawet myśl „jestem tak dobry, że mógłbym grać na pro scenie”. To bardzo dobra i bardzo ważna myśl, ale trzeba ją umiejętnie wykorzystać.
Gra dla rywalizacji
Gdy zaczynamy grać „na poważnie” w głowie przestawia się pewien przełącznik – nie gramy już dla przyjemności, gramy dla efektów! To bardzo mocno zmienia moment, w którym odczuwamy uderzenie dopaminy – pojawia się ono tylko wtedy, gdy nasze zwycięstwo coś faktycznie nam dało. Już nie chodzi o to, żeby wygrać – trzeba być pierwszym w tabeli, wyprzedzić znajomych czy zdobyć kolejną rangę. Dopiero w tym momencie zaczynamy odczuwa przyjemność. W tym momencie jest jeszcze bezpiecznie, bo faktyczna chęć rywalizacji może napędzać nas do działania i dawać chęć zwycięstwa.

Pogoń za statystykami
Gdy już jesteśmy na tym etapie zaczyna się pogoń za statystykami, rankingami i kontrolowanie własnej wydajności. Czy w meczu miałem wysokie ADR? Czy miałem pozytywne K/D ratio? Czy realnie wpłynąłem na przebieg meczu, a może drużyna dźwignęła mecz beze mnie „boostując” mnie przypadkiem? Zaczynamy wchodzić wtedy w bardzo niebezpieczny obszar, na którym sama gra nie ma już nic do rzeczy. Liczą się wyniki, punkty, statystyki, gra jest tutaj tylko nośnikiem informacji. W zależności od tego jak radzimy sobie z emocjami możemy tutaj wpaść w bardzo ciężką psychologiczną pułapkę.
Frustracja, bezsilność
Gdy nasze wyniki nie są tak dobre, jak byśmy tego chcieli pojawia się frustracja. Odpalamy kolejny mecz, potem kolejny i jeszcze jeden, bo przecież w końcu się uda i nareszcie odbiję w statystykach. Jeśli się uda – super, głowa się uspokaja i idziemy dalej. Ale jeśli mecze nie idą po naszej myśli wszystko zaczyna się jeszcze bardziej sypać i napędzać karuzelę zniszczenia. Widzimy ciągłe spadki, nasze morale spadają, zaczynamy kolejny mecz, idzie nam jeszcze gorzej, morale spadają jeszcze bardziej – i tak w kółko… Nasze mózgi są jednak bardzo sprytne i w każdej sytuacji zaczynają szukać mechanizmu, który będzie ratunkiem dla skołatanych nerwów.
Rage, tilt
Pierwszy krok na ścieżce do upadku to tak zwany tilt. Zaczynamy frustrować się na każdy element w grze – za szybkie wychylenie, za wolne wychylenie, nie trafienie, trafienie w ciało zamiast w głowę, źle rzucony granat. Frustracja rośnie i rośnie prowadząc nas do uczucia zwanego rage. Po polsku przetłumaczymy to na gniew, a nawet wściekłość. Krzyczymy do mikrofonu wyżywając się na członkach drużyny i piszemy na czacie obraźliwe wiadomości tracąc przy tym coraz bardziej zmysły, bo im bardziej się staramy tym bardziej nie wychodzi. W tym momencie poziom stresu i bezradności jest tak wysoki, że większość osób podejmuje jedyną, słuszną decyzję – czas na odpoczynek od gry. Część z nas przekracza jednak granicę, zza której nie ma już powrotu…
Griefing, team killing
Gdy przegrywamy kolejne mecze wyładowując swoją złość na wszystkim i wszystkich, a ta nadal nie przechodzi i przegrywamy kolejne mecze pojawia się myśl: zniszczę mecz innym ludziom – jeśli ja nie wygrywam, to nikt po mojej stronie nie będzie wygrywał. Choć niestety jest to droga donikąd, to takie sytuacje zdarzają się na serwerach każdego dnia. Działanie takie jest, jak się okazuje, mechanizmem obronnym. Zaczyna działać pewien mechanizm – skoro przegrywam to przestaję się starać, skoro się nie staram to wcale nie przegrałem, po prostu oddałem to zwycięstwo przeciwnikom. W głowie zaczyna pojawiać się dopamina, bo przecież wcale nie przegrywam bo jestem gorszy, tylko celowo poddaję mecz. W wielu przypadkach dzieje się to także poprzez umyślne zabijanie członków tej samej drużyny, lub nawet zabijanie samego siebie – czy to granatami, czy wystawiając się na początku rundy na kule przeciwników. Po czasie otrzymujemy taka ilość zgłoszeń o umyślne przeszkadzanie, co kończy się kilkugodzinnym, a następnie kilkudniowym brakiem dostępu do gier turniejowych. Wiecie, co często robią takie osoby? Zakładają nowe konto i tam kontynuują swoje destrukcyjne działania… Skąd o tym wiem? Niestety, ale muszę przyznać, że z doświadczenia, gdyż sam byłem jeszcze do niedawna bardzo toksycznym graczem.

Jak sobie poradzić?
Na szczęście z takimi działaniami można walczyć i to na wiele sposobów. Choć na początku wydaje się to trudne a wiele porad dosłownie czyta się jak dziecinne wypociny jakiegoś początkującego psychologa, to jednak ma to wszystko większy sens. Ważne jest jednak, że musimy przejść przez pewien proces.
- Zaakceptowanie faktu, że mamy problem
To pierwszy i chyba najtrudniejszy krok. Musimy uświadomić sobie, że nasze działania są destrukcyjne i niosą za sobą wiele złego. Jeśli przegrałeś trzy mecze z rzędu i czujesz, że kolejny może być jeszcze gorszy odpuść. Ktoś inny może być w podobnej sytuacji, ale już po przerwie w grze i trafienie na kogoś, kto od pierwszej rundy sabotuje mecz może być bardzo wyniszczające. Jeśli zaakceptujemy, że nie radzimy sobie z emocjami i potrzebujemy zmiany odpuszczenie kolejnego meczu jest dużo łatwiejsze. - Przerwa od gry na jakiś czas
Jeśli masz za sobą dwa, trzy albo cztery przegrane mecze i czujesz, że zaraz eksplodujesz zrób sobie przerwę. Odpal inną grę (np. single player), wykonaj kilka zadań lub przejdź jakiś poziom. Uspokój nerwy, wycisz się. Jeśli możesz to wyłącz całkiem komputer, odejdź od biurka i skup się na czymś fizycznym, rzeczywistym – książka, sudoku czy nawet zrobienie porządku w pokoju lub domu. - Znalezienie alternatywnego źródła dopaminy
Jeśli bez zastrzyku dopaminy nie dasz rady odejść od komputera znajdź zamiennik. Dla mnie takim zamiennikiem stały się starsze gry (np. GTA III czy Max Payne), bo ich historia pozwala na oderwanie się głową od rang, punktacji i performance’u. Dla każdego będzie to wyglądało inaczej, ale raczej unikałbym social mediów i doomscrollingu, bo to tylko pogłębi stan. - Zrozumienie, że każdy ma swój poziom
Kolejny bardzo trudny etap to zrozumienie, że każdy jest na innym poziomie i ma inny wachlarz umiejętności. To, że gracie mecz na zbliżonym poziomie punktów nie oznacza, że każdy jest równy. Być może ktoś włączył mecz pierwszy raz od dawna i będzie mu trudno od razu wskoczyć na ten poziom? A jeszcze ktoś inny odzyskuje rangę po wygaśnięciu i przebija się tylko przez ten poziom, bo normalnie gra na dużo wyższych rangach. Najważniejsze to – nie porównuj się. Jesteś Ty, tu i teraz, robisz co możesz, żeby pomóc drużynie wygrać. Dzisiaj Ty zamykasz tabelę, jutro będziesz na samej górze. Tak już jest. - Uruchamianie gry tylko jeśli jesteśmy gotowi
Jeśli chcesz wrócić do gry i odpalić kolejny mecz bądź gotowy na każdy wynik. Załóż wręcz, że może się zdarzyć oszust lub smurf w przeciwnej drużynie i skończysz ten mecz 13:0. Jeśli uda się osiągnąć lepszy wynik i zdobędziesz choćby 2 czy 3 rundy to i tak lepiej niż zakładałeś. Oczywiście nie chodzi o to, żeby się nie starać, ale nawet jeśli się starasz i nie wychodzi, albo co rundę giniesz przez tego samego przeciwnika nie poddawaj się. Spróbuj zabrać mu najpierw 10 HP granatem, później 50 HP z serii z karabinu, rób coraz więcej, aż w końcu go trafisz. Po prostu bądź gotowy na to, że może się nie udać. - Traktowanie porażek jako nauki
Nawet jeśli mecz nie wyjdzie i zakończysz go porażką wyciągnij z niego jak najwięcej. Zastanów się, czy dobrze rozłożyłeś ekonomię, czy komunikowałeś się z drużyną, czy robiłeś wszystko co tylko mogłeś, żeby się udało? Obejrzyj demo z perspektywy przeciwnika, sprawdź dlaczego przeciwnik Cię trafiał za każdym razem? Być może co rundę wychylasz w dokładnie ten sam punkt, albo robisz to w bardzo oczywistym miejscu? Następnym razem zrób odwrotnie i czekaj na przeciwnika tam, gdzie sam wychylałeś, na pewno taka nauka wiele da! - Wyciąganie wniosków (bardzo ważne!)
Na koniec przypomnę, że koniecznie należy wyciągać wnioski, ze wszystkiego. Nie chodzi tylko o sam gameplay, ale także o Twoje zachowanie. Jak radziłeś sobie z negatywnymi emocjami? Czy nie poddałeś się po pierwszej niedogodności? Czy na pewno zrobiłeś wszystko najlepiej jak mogłeś? Wyciągając wnioski z tych sytuacji wiesz, jak reagować w kolejnych przypadkach.
Co pomogło mi?
Na koniec mała prywata, ale może to komuś pomóc. U mnie zadziałało przede wszystkim odpuszczenie, zrozumienie że nie będę grał jutro, za tydzień czy za miesiąc przeciwko Vitality czy Faze. Dlatego znalazłem rozwiązanie na dwa problemy: na zbierającą się wewnątrz złość pomaga wyłączenie gry i zajęcie się czymś innym, a na brak dopaminy pomogły starsze gry, w których mogę spokojnie wykonywać kolejne zadania. Do tego staram się podchodzić do gry z dystansem i nastawieniem, że robię wszystko, żeby wygrać, ale jak mimo wszystko przegram to nie będzie to koniec świata, statystyki nie są najważniejsze. Od chwili zmiany nastawienia miałem już kilka ciekawych sytuacji: dwa ace’y ustrzelone w jednym meczu (finalnie i tak przegraliśmy, ale jaka satysfakcja) oraz comeback z wyniku 11:1 na 11:13, bo po zmianie stron przeciwnicy nie potrafili się w ogóle zorganizować. Gdybym się poddał i nie próbował nigdy by mi się to nie zdarzyło, dzięki czemu jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że najważniejsze jest podejście.
![]()


