Swoją przygodę z gamingiem zacząłem dość wcześnie, bo już w latach 90-tych. Co prawda miałem wtedy kilka lat i nie wszystko dobrze pamiętam, ale wiele z tytułów wydanych przed rokiem 2000 ogrywałem dużo później, już jako „duży” gracz. Lata dziewięćdziesiąte były momentem rozkwitu gier 3D, lecz masa wspaniałych tytułów była wydana jeszcze jako gry 2D lub w rzucie izometrycznym, przez co gry były naprawdę mocno zróżnicowane. Przypominam tutaj tylko, że to moja lista i nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że gry te uważam za absolutny top tamtych czasów. Nie we wszystko co istniało grałem, wiele gier mi nie podeszło, po prostu każdy ma swój gust. Przedstawiam więc zestawienie mojej topki gier z tamtego okresu, czyli mniej więcej z lat od 1995 do 1999. Oj coś czuję, że niejedną osobę nakłonię tym wpisem do odkopania starych płyt z grami…
Mała uwaga – podobnie jak przy wpisie z listą gier z 2000-2005 tutaj również wybieram jedną grę z serii, jeśli było ich kilka. W przeciwnym razie niektóre gry wylądowałyby na liście dwa lub nawet trzy razy.
10. Commandos
Wybór nie do końca oczywisty, tym bardziej, że zazwyczaj rządzą u mnie gry z gatunków wyścigowych i strzelanek. Commandos to skradanka w rzucie izometrycznym, gdzie przychodzi nam wykorzystać zdolności bojowe różnych klas żołnierzy, aby przedrzeć się za linię wroga i wykonać cel misji. Choć najwięcej grałem w grę pod koniec lat 90-tych, gdy nie do końca jeszcze ogarniałem różne strategie, to później bardzo chętnie wracałem do tytułu. Grałem w trzy części gry, ale to „jedynka” wbiła mi się w głowę najbardziej. Pierwszy raz grałem w Commandosa w szkolnej pracowni komputerowej, gdzie po godzinach nauczyciel informatyki pozwalał trochę pograć (on sam cisnął w Otlaws).

9. Driver
Driver to trudny tytuł, ale nie zapomnę nigdy uczucia, gdy pierwszy raz zobaczyłem grę tego typu w trójwymiarze. Dodatkowo miałem okazję najpierw zobaczyć grę na pierwszej plejce, gdzie działała dość powolnie i nie szokowała grafiką. Po przejściu na komputer był dosłownie opad szczęki ze względu na skok jakości grafiki. Gra była wizualnie tym, co wizualizowaliśmy sobie grając w GTA 2, tylko brakowało podobnych misji. Ale Driver miał swój klimat i własne rodzaje misji, które również potrafiły wciągnąć. Wystarczyło tylko przejść ten przeklęty pierwszy test w garażu…

8. Soul Reaver
Wielu znajomych jarało się bardzo grami Blood Omen, które mi w ogóle nie podeszły. Bardzo spodobało mi się jednak podążanie za historią wampira Raziela w grze Soul Reaver. Tutaj moja historia z grą była jeszcze bardziej pokręcona. Najpierw grałem na Dreamcaście, potem na komputerze a na koniec poznałem wersję na PSX. Choć ta na szaraka jest moją ulubioną (jakoś tak najlepiej ją zapamiętałem) to wersja PC jest w mojej topce gier z tamtych lat. Po prostu trzeba poznać tę historię i samego Raziela, bo pomysł był naprawdę ciekawy.

7. Grand Theft Auto 2
Klasyk, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. GTA 2 przebiło sukces „jedynki” dodając do gry więcej wszystkiego, co już znaliśmy, a dodatkowo dorzucili masę nowych rzeczy. Jakimś cudem widok z rzutem z góry sprawdzał się świetnie i wypełnianie misji sprawiało sporo przyjemności. W pewnym momencie miasto z gry znałem lepiej niż swoje własne. Bywały też dni, że biegałem po mieście z karabinem i strzelałem robiąc kółka, co powodowało rozrzut kul formujących ładne wzorki. I po raz kolejny, tak jak Commandos, GTA 2 ogrywane było w szkolnej pracowni po zajęciach. Co za czasy…

6. Tomb Raider
Następna pozycja na liście ma specjalne miejsce w sercu każdego chłopaka, który poznał wtedy gry z Larą. W sylwestra „będę grał w grę”, po nowym roku też „Tomb Rider”, wszyscy oszaleliśmy na punkcie pani archeolog z dużymi… oczami. Przygody Lary były naprawdę niesamowite, bo dziewczyny dostały swoją nową bohaterkę, chłopaki mieli na co popatrzeć i przeżyć historie jak z Indiany Jonesa. Były jaskinie, katakumby, skarby, artefakty a w pewnym momencie można nawet było postrzelać z pistoletów do dinozaura! Oczywiście nie możemy zapomnieć o kontrowersjach wywołanych aparycją Lary, bo wiele pokojów wypełniło się odważnymi plakatami z panią archeolog. Robotę robiły przede wszystkim rendery reklamowe, bo w samej grze widzieliśmy dwie duże piramidy. W drugiej i trzeciej części było już lepiej, ale nadal było dość kwadratowo. Za to plakaty? Miodzio…

5. Resident Evil
Gdy przypominam sobie, jak pierwszy raz grałem w Residenta, to aż ciężko uwierzyć. Wychowywałem się w małym domku, gdzie w dużym pokoju była rozkładana rogówka, brat na niej spał. Nad narożnikiem była taka fajna półka, pod którą budowaliśmy bazy. Jak byliśmy trochę starsi, to tata ogarnął nam pierwszy komputer – odkupiony od sąsiada blaszak z leżącą jednostką i czarnobiałym monitorem 15”. Graliśmy z bratem siedząc po turecku z głowami zadartymi w górę, klawiatura na kolanach, mysz na podkładce obok kolana. Dlatego najlepsze były te gry, które nie wymagały w ogóle myszki, a jedną z nich był Resident Evil. Pierwszy raz włączyłem sobie grę koło 23:00. Brat już spał, przez co grałem bez dźwięku. Miałem wydrukowany poradnik, dzięki czemu szło mi dość dobrze i cisnąłem wtedy chyba do 3 nad ranem. Doszedłem do chwili, w której gonią już Huntery. Gdy spotkałem pierwszego przestraszyłem się tak, że wyłączyłem grę bez zapisywania i pobiegłem do łóżka – nie mogłem zasnąć dopóki nie zobaczyłem, że wychodzi słońce… Do gry wróciłem później na PSX, gdzie przeszedłem obydwa scenariusze. Resident na zawsze w serduszku (a szczególnie intro).

4. Half-Life
Nie grałem w Half-Life na premierę, nie miałem wtedy porządnego PeCeta. Nie grałem też za dużo w „dwójkę”, czy dodatkowe epizody. Najbliżej Half-Life byłem tak naprawdę podczas grania w Counter Strike’a. W zeszłym roku dałem jednak szansę pierwszej części i muszę przyznać, że przepadłem totalnie. Historia Gordona Freemana wciąga i żałuję, że nie zainteresowałem się grą wcześniej. Wszystko pewnie przez to, że byłem bardziej Quake’owym niż CS’owym graczem. Od samego początku jednak gra wciągnęła mnie na tyle mechanicznie i fabularnie, że gra od razu wskoczyła do mojej topki gier z tamtego okresu.

3. Colin McRae Rally
Jak łatwo wywnioskować z moich wpisów o grach wyścigi są bardzo wysoko na moich listach topek, a specjalne miejsce w sercu ma seria Need For Speed. Jest jednak inna seria gier, która przed rokiem 2000 królowała na konsolach i komputerach. Mowa tutaj o serii Colin McRae Rally, która dla mnie również jest bardzo ważna. Pierwsza i druga część sprawiły, że zakochałem się w rajdach szutrowych, gdzie istotny jest czas przejazdu a nie bezpośrednia rywalizacja z przeciwnikami na torze. Z pierwszej części pamiętam bardzo dobrze nie tylko wyścigi, ale też naukę jazdy, która swego czasu dawała mi sporo frajdy.

2. Heroes of Might and Magic III
Bez „hirołsów” nie ma listy, u mnie to również prawda. Pewnie wiele osób będzie na mnie zła, że nie są na pierwszym miejscu, ale to nadal podium. Gra sama w sobie o ile jest dość ciekawa, to zapadła mi w pamięci nie ze względu na sam gameplay, ale przez to jak wpłynęła na mnie i kolegów z podwórka. Dzięki historiom i bohaterom poznanym w Heroes III nasze zabawy zmieniły się znacznie i od tej pory sami przeżywaliśmy na co dzień wielkie przygody jako bohaterowie prowadzący do walki swoje armie. Co ciekawe, w naszych zabawach również atakowaliśmy turami, co z zewnątrz musiało wyglądać prześmiesznie. Sama gra jest niepowtarzalna – eksploracja mapy połączona z rozbudowywaniem miasta wciągała niesamowicie. Wiele osób gra w Heroes III do dzisiaj i nie zamierza przestać przez kolejne 20 lat.

Istotne tytuły spoza top 10
Zanim przejdziemy do mojej ulubionej gry z końca drugiego tysiąclecia chciałbym wspomnieć o kilku tytułach, które mimo nie załapania się do topki są dla mnie również bardzo ważne. Zacznę od Hokus Pokus Różowa Pantera, czyli jedynej gry Point & Click, jaka kiedykolwiek mi się spodobała. Z klasycznych gier „dwa i pół de” muszę wspomnieć o obydwu częściach Doom oraz Duke Nukem 3D, w których spędziłem masę czasu. Bardzo dobrze bawiłem się przy strategiach SimCity 3000, Tzar Ciężar Korony czy Faraon. Ciekawym fenomenem był dla mnie tytuł Heli Heroes, który ogrywałem z kuzynem na jego PeCecie z Windowsem Millenium (muah). Istotne były dla mnie też platformery jak Rayman 2 czy Croc, oraz nawalanki z serii Mortal Kombat (szczególnie trzecia część). Była też fajna skradanka Thief czy horror podobny do Residenta ale z dinozaurami zamiast zombie, czyli Dino Crisis. Na koniec dorzucę ścigałki – Carmageddon, Re-Volt, Need for Speed III i wspaniałe Lego Racers. Myślę, że bez tych gier nie byłbym tym samym człowiekiem co dzisiaj.

1. Quake 2
Przechodzimy do gry, którą śmiało można nazwać creme de la creme FPS’ów z lat 90-tych. Gra, która rozwinęła i zrewolucjonizowała strzelanki doprowadzając je do formy, którą znamy dzisiaj. Quake 2 jest moją top grą z końcówki ubiegłego milenium i choć minęło już 30 lat, to nadal wracam do niej regularnie przechodząc na coraz to wyższych poziomach trudności. W grze działa wszystko – poruszanie się, wybór broni, design map, rosnący stopniowo poziom trudności, bossowie oraz wszystkie sekrety do odkrycia po drodze. Myślę, że nikt nie pogniewa się na mnie, gdy napiszę, że bez Quake nie byłoby strzelanek w takiej formie, jaką znamy dzisiaj. Quake 2 natomiast pokazał jak gry powinny być prowadzone fabularnie oraz w jaki sposób tworzyć mapy, aby gracz nie nudził się po drodze. Mam nadzieję, że przyjdzie mi jeszcze kiedys przeżyć podobną rewolucję w świecie gamingu.

![]()



