Wspominając wczesne lata dwutysięczne moją głowę natychmiastowo wypełnia masa najróżniejszych gier. Pomimo tak krótkiego okresu lata te obfitowały w ogromne ilości wyśmienitych gier, z których wiele ogrywanych jest po dziś dzień. Wtedy w okresie pięciu lat potrafiło wyjść pięć części ulubionej serii lub kilka niezależnych tytułów od tego samego wydawcy, podczas gdy obecnie pięć lat to czas rozwoju pojedynczych map do gier on-line. Stan ten sprawia, że wyłonienie dziesięciu ulubionych gier było zadaniem bardzo karkołomnym, prawie niemożliwym. Sprawy nie ułatwia fakt, że w tamtych latach miałem tendencję do skakania po tytułach. Rozpoczynałem wiele gier, lecz bardzo mało z nich udawało mi się ukończyć. Pojawia się także woal zwany nostalgią, który mocno upiększa w głowie wiele gier, choć w rzeczywistości wcale nie były tak cudowne. Jednakże, po dłuższych przemyśleniach, spiąłem się w sobie i wyłuskałem moje „top ten” tego okresu.
Bardzo ważne – jeśli jakaś gra miała wiele odsłon, jak GTA wybierałem tylko jedną grę z serii. Bez tego cała lista zamknęłaby się w NFS, GTA i Max Payne.
10. The Sims
Zestawienie rozpoczynam serią, która obecnie ma tyle samo wrogów co zwolenników, a dokładniej jej pierwszą częścią. Twórcy poczęstowali nas tytułem, który pozwalał zagrać w… życie i choć działo się to w czasach na długo przed rozszerzeniami, płatnymi DLC i mikrotransakcjami, to mnogość dodatków ukazujących się na kolejnych krążkach pokazuje, że od zawsze mieliśmy skłonności do dopłacania do już posiadanej gry. Nie zmienia to faktu, że pierwsze Simsy były bardzo dobrą grą! Symulacja nie posiadała konkretnego celu, gry nie można było przejść w klasycznym rozumieniu tego słowa, a mimo tego w tytuł zagrywali się wszyscy – dzieci, dorośli, kobiety, mężczyźni, wszyscy. Mam wrażenie, że wtedy każdy, kto miał dostęp do komputera i grał w gry chociażby kojarzył Simsy i charakterystyczne dla tytułu dźwięki rozmów między dwoma postaciami. Dla mnie był to tytuł pozwalający na uzewnętrznienie ukrytego projektanta i najwięcej czasu spędzałem na budowaniu. Gdy już dom stał, wszystko było urządzone i wystarczyło zacząć realizować marzenia simów, ja przenosiłem się na nową parcelę i budowałem kolejny dom.

9. Tony Hawk’s Pro Skater 4
Choć dla mnie absolutny top, to podczas rozmów ze znajomymi o grach tytuł ten przemyka raczej niezauważony. W chwili, gdy swoją premierę miała czwarta części serii sam osobiście byłem w fazie miłości do deskorolki i wszystkiego co związane z subkulturą skateboardingu. W szkole rozmawialiśmy o skaterach i trikach, po szkole polowaliśmy na cokolwiek powiązanego z deską, co dało się kupić w Polsce za rozsądne pieniądze, a wieczorami zagrywaliśmy się w „czwórkę”. Tytuł przywołuje masę wspomnień, bo łączy się bezpośrednio na przykład z The Jackass (Bam Margera). A jak Bam to CKY i HIM. Jak CKY i HIM, to cały przekrój muzyki związanej z deską, co później wpłynęło mocno na mój gust muzyczny w dorosłości. Gra sama w sobie była dla mnie idealnym połączeniem wizualizacji subkultury z wymagającą grą zręcznościową, której nie dało się przejść „na raz”, ale za to z chęcią wracało się spróbować dwudziesty któryś raz wykonać to samo zadanie, aby w końcu odblokować kolejną lokację. Tak, odblokować za zdobycie nowych umiejętności, nie dokupić za hajs.

8. Fable The Lost Chapters
Kolejne miejsce w zestawieniu zajmuje gra, która przenosi nas do magicznej krainy Albionu. W Fable mogliśmy przeżyć przygodę od dziecka do późnej dorosłości, a w jej trakcie nasza droga mogła poprowadzić w stronę dobra lub zła, co znacząco wpływało na wygląd bohatera. Mechanika ta była dla mnie absolutnie cudowna, a dodatkowo dostępne w grze typy broni i umiejętności dodatkowo podbijały rozgrywkę. Coś, co mocno wyróżniało Fable na tle innych gier z tego okresu to grafika – choć bajkowa była wręcz przepiękna. Przypominała odrobinę World of Warcraft, dzięki czemu od ręki kupiła sobie rzeszę oddanej publiczności. Oczywiście sama grafika to nie wszystko, ale tytuł ten broni się świetną mechaniką walki, bardzo dobrze zbudowanymi bohaterami oraz doskonałą historią.

7. Mafia
Zmieniamy klimat na cięższy, bo następnym tytułem w zestawieniu jest Mafia. Tutaj dla odmiany mamy do czynienia ze światem porachunków mafijnych w starym stylu. Gra ma bardzo ciężki klimat, jest trudna i nie każdemu przypadnie do gustu ze względu na osadzenie w specyficznym okresie historycznym (Stany Zjednoczone w latach 30-tych). Do mnie ta stylistyka trafia idealnie i już od pierwszych brzmień klarnetu wsiąkam totalnie w historię i spijam klimat pełnymi szklankami. Pamiętam, że w czasach premiery mówiliśmy na to ze znajomymi „mafijne GTA”, głównie przez otwarty świat z możliwością zwinięcia komuś samochodu, choć gra polegająca na wypełnianiu kolejnych misji również się do tego przyczyniała.

6. Return to Castle Wolfenstein
Naprawdę ciężko mi uwierzyć w to, że gra ma już ponad 25 lat… Obudowana na silniku Quake Engine gra Return to Castle Wolfenstein to majstersztyk strzelanek pierwszoosobowych łączących naparzanie do wszystkiego co związane z Trzecią Rzeszą z elementami horroru. Gra jest po prostu niesamowita i prowadzi przez historię B.J. Blazkowicza w taki sposób, że ciężko jest oderwać się od komputera. Mimo uwielbienia do pierwszych gier z serii Call of Duty czy Medal of Honor ciężko mi wskazać tytuł wciągający tak bardzo jak RtCW. Szeroki wachlarz broni, rozbudowane lokacje, ogromna ilość przeciwników oraz zjawiska paranormalne mieszają się tutaj w idealny sos polewający bardzo dobry model poruszania się i strzelania.

5. Gothic II
Długo zastanawiałem się, czy dać tutaj pierwszą czy drugą część serii, finalnie wygrała „dwójka”. Zapewne nie tylko dla mnie gra jest absolutnie kultowa. Gdy tylko pojawiła się zawładnęła sercami mojej podwórkowej ekipy. Bawiliśmy się bardzo często w przygody Bezimiennego zdobywając Oko Innosa, trenując do zakonu Paladynów czy wreszcie walcząc ze smokami. W pewnym momencie mapę Khorinis znałem lepiej niż własne miasteczko a polowanie na bestie stało się moją codziennością. Gothic już zawsze będzie miał specjalne miejsce w moim sercu, mimo swojego drewnianego gameplayu czy przewidywalnej historii. Uczucie wydostania się z samego dna, aby dostąpić zaszczytu pokonania Smoka Ożywieńca jest nie do opisania i za każdym razem smakuje tak samo dobrze.

4. F.E.A.R.
Pierwsza i moim zdaniem najlepsza część serii F.E.A.R. będzie ze mną już na zawsze. Jeśli mnie pamięć nie myli byłą to pierwsza gra, którą przeszedłem od początku do końca bez żadnych podpowiedzi czy wspomagaczy. Historia Almy sprawia, że masz ochotę robić kolejny, kolejny i kolejny krok, aby w końcu rozwikłać zagadkę. Zagadka jest o tyle istotna, że wydajesz się z nią połączony… Ale nie będę tu spojlerował, bo po tylu latach może być tutaj ktoś, kto nigdy nie grał jeszcze w tą grę, a teraz będzie chciał nadrobić. Gra ma bardzo dobry system walki z przeciwnikami – strzelanie jest bardzo porządne i czuje się kontrolę nad bronią. Dodatkowo przeciwnicy wykorzystują zaawansowane taktyki, przez co trzeba uważać na każdym kroku. Nie sposób nie wspomnieć o tym, że gra jest bardzo straszna, jak na horror przystało. Często jednak nie straszy tanimi efektami gore, a samym uczuciem strachu i niepewności, co jest dla mnie najcięższym typem horroru.

3. Max Payne 2
Przechodzimy do ścisłej czołówki, którą rozpoczyna druga część historii detektywa Maxa Payne’a. Choć gra polega z grubsza na przejściu przez wszystkie lokacje i wystrzelanie wszystkiego co się rusza, to ma w sobie to „coś”. Oprócz rozwinięcia mechanizmów znanych z pierwszej części, jak legendarny bullet time, dodaje wiele nowych mechanik urozmaicających rozgrywkę i historię. Bardzo ciekawy jest na przykład zabieg przejścia tego samego segmentu z perspektywy dwóch osób – Maxa i Mony. Co najważniejsze gra zachowała także styl Neo-Noir z pierwszej części, dzięki czemu dostajemy wprowadzenia do rozdziałów w formie komiksów. W grze podoba mi się dosłownie wszystko – bohaterowie, historia, bronie, model strzelania czy zwolnienie czasu.

2. Grand Theft Auto Vice City
Dorastając w Polsce w latach 90-tych miałem przyjemność poznawania wszystko, co w Stanach było na topie dekadę wcześniej. Przez upadek żelaznej kurtyny w 1989 zaczęły spływać do nas jednocześnie ubrania, muzyka, filmy, seriale i oczywiście gry. Dzięki temu nasiąknąłem tym klimatem i na przykład muzyka Michaela Jacksona, Talk, The Outfield czy seriale Miami Vice, Magnum, Drużyna A były mi bardzo dobrze znane. To chyba dzięki temu tak łatwo było mi wejść w buty protagonisty, który przemierzał wyspy w swojej hawajskiej koszuli. W grze dobrze działał dla mnie cały zestaw cech i funkcji – oprawa audio-wideo, bronie, system misji, posiadłości, rozwałki i pojazdy. Dobrze działał też poziom trudności rosnący w miarę postępu historii, a wykonane zadania dawały dużo satysfakcji.

Istotne gry spoza top 10
Zanim przejdziemy do mojej gry numer jeden przedstawiam kilka tytułów, które są dla mnie równie ważne co zaprezentowana topka, lecz nie udało się im finalnie wskoczyć na listę. Zacznę od The Sims 2, które były sporą rewolucją ze względu na mechanizm starzenia się simów. Kolejny będzie okropnie drewniany, lcz cudownie rozpalający wyobraźnię Gothic. Grzechem byłoby nie wspomnieć o pierwszej części Max Payne. A jeśli już jesteśmy przy strzelaniu, to obie części No One Lives Forever, pierwsze i drugie Call of Duty czy Medal of Honor Allied Assault również zasługują na wspomnienie. Zagrywałem się jeszcze w NFS Underground (obie części), Doom 3, Far Cry, Half-Life 2 i kontrowersyjnego Manhunt. Na koniec wspomnę o wampirzycy Blood Rayne oraz pociesznym Stubbs the Zombie. Nie pozostawiam jednak więcej w niepewności i przechodzimy do mojej ukochanej gry z tego okresu.

1. Need for Speed Most Wanted
Dobrnęliśmy do pierwszego miejsca, do mojego absolutnie ukochanego tytułu. Ze wszystkich gier z tamtego okresu najczęściej wracam właśnie do Most Wanted. Wyścigi okraszone ciekawą (choć dla wielu infantylną) historią, doskonałym doborem pojazdów, bohaterami, których długo się pamięta i ogólne dobrze zagęszczonym klimatem naprawdę przykuwają do ekranu. Osobiście uwielbiam model jazdy, który sprawia, że naprawdę czuje się prędkość. Kiedyś słyszałem opis, że w Most Wanted pędzisz na złamanie karku czując kontrolę nad pojazdem, ale ledwo ledwo. Jeden mały błąd i kończysz na ścianie. Wiele osób ubolewało, że mocno obcięto tuning względem poprzedniej części, ale dla mnie był on w sam raz – dokupywanie kolejnych pakietów zamiast kręcenia paskami i przestawiania momentów przełożeń daje mi idealny poziom zadowolenia. Obecna w grze policja nie jest jedynie przeszkadzajką, a realnym elementem gameplayu i potrafi mocno dać w kość. Ucieczka przed pościgiem, gdy mamy nabite setki tysięcy punktów notowań daje niesamowity zastrzyk dopaminy. Jeśli ktoś zapytałby mnie o ulubioną grę wszech czasów, to Most Wanted byłoby mocnym kandydatem, głównie ze względu na tony radości, których daje przy każdej sesji.

![]()



